• Wpisów:7
  • Średnio co: 263 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 17:44
  • Licznik odwiedzin:1 953 / 2104 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
DZIEŃ 9/30

Wstałam po 10 i zaczęłam killera z Ewą, jednak strasznie kręciło mi się w głowie więc musiałam przestać i zjeść śniadanie.

110 - miseczka owsianki (woda+3 łyżki płatków owsianych+ łyzka kaszki manny + cynamon)

Koło 15 miałam napad, ciastka, zwymiotowałam wszystko
160 - kawałek pizzy ( żarcie niedozwolone, ale wypiłam dwie herbaty na przeczyszczenie + duuuuuużo wody <3 )

Mamm nadzieje, że to koniec zajadania na dzisiaj

Za chwilę zabiore sie za TURBO ^ _ ^ muszę to wszystko spalić :>
 

 
70 - śniadanie
kromka chleba, plasterek sera, plasterek szynki, pomidor
10:30 - drugie śniadanie
kanapka z serem, papryką i szynką

Napad. -.-

Wieczorem skalpel z Ewą ♥
  • awatar czołg: napad nie tylko u mnie niszczy piękny początek dnia : (
  • awatar Niestety.: Mogę pocieszyć Cię jedynie tym, że przez tą pogodę nic nikomu się nie chce i nie ma w nas życia.
  • awatar beautiful dream ♥: powodzenia, ja nie mam takie silnej woli ;c ; )
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
A więc to już jutro. ♥
Jutro zaczynam 56 -dniową dietę.
To dla mnie ostatnia szansa... Musze, musze muszę schudnąć!
Będę pisała na bieżąco o stanie rzeczy.
O postępach, centymetrach, kaloriach i kilogramach.
Już jutro...
Boję się, że nie dam rady...
Ale kto jak nie ja?
 

 
Przez cztery tygodnie byłam na diecie...
Pięć posiłków dziennie, ćwiczenia etc.
Oczywiście nie obyło się bez męczących napadów.
Z 60 kg spadłam do 56kg...
Tydzień temu, dokładnie w poniedziałek, zaczęłam bez opamiętania jeść... Nie potrafię przestać, ale ustaliłam sobie już termin końca. Muszę dać radę. Muszę w siebie uwierzyć. Nie mogę bardziej przytyć.
Czuję się po tych 5 dniach jak świnia...
Muszę schudnąć bo umrę.
Do 15 kwietnia.
 

 
25 lutego zaczynam kolejną 56 dniową dietę, która będzie trwała do 15 kwietnia...
Ważę 57 kg przy wzroście 167cm.
Mój cel to 48 kg.
 

 
A więc zacznę od tego, że od kilku lat cierpię na zaburzenia odżywiania, dokładniej na bulimię...
Zapewne wiele osób wie co to za choroba, jakie są jej skutki, na czym polega, etc. Ja nie będę wam o tym truła, nie interesuje mnie w ogóle medyczna strona tej choroby. Chodzi o to, że jest ona przyczyną strasznego cierpienia.
Powolnego umierania...
Zaczęło się niewinnie, od chęci zagłuszenia świata, po tym jak zerwał ze mną chłopak. Pierwsza miłość, pierwsze wzloty i upadek, bolesny, na samo dno.
A tam była ona, przyjaciółka, która przytuliła mnie swoimi lodowatymi rękami do serca z kamienia - Bulimia.
 

 
Cześć, witam, dzień dobry.
Na tym blogu będę opisywała moje życie, mój codzienny koszmar...
Głównie moje myśli, uczucia.
Długą i męczącą walkę z wyniszczającą moje ciało i umysł chorobą.
Potrzebuję tego, muszę się gdzieś wygadać. Bo pęknę...
Za dużo jest we mnie bólu, strachu, niepewności... I to narasta. Ciągle.
Nie liczę na to, że kogoś to zainteresuje... I nie piszę tego, żeby wzbudzić żal, nie krzyczę w myślach "błagam czytaj!", jest nas tu za dużo, żeby kogoś przejął maleńki, nic nie znaczący żuczek.
  • awatar kocieoko: pisz, każdy sposób by było ci lżej jest dobry :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›